Emerytura stanowić będzie równowartość kwoty będącej wynikiem podzielenia zgromadzonej na koncie kwoty przez tzw. średnie dalsze trwanie życia dla osób w wieku równym wiekowi, w jakim ubezpieczony będzie przechodził na emeryturę. Dodaję, że jeżeli posiadany przez panią 16-letni okres pracy w Polsce w całości lub w części 0,35 x 166 242 NOK / 12 miesięcy = 4 848,73 NOK brutto. Tyle emerytury miesięcznie dostanie Pan Mariusz z Norwegii. Poniżej publikujemy dane z NAV z lipca 2021 roku. Wynika z nich, na jaką emeryturę minimalną możesz liczyć po 40 latach członkostwa w folketrygden. Dane są uzależnione od sytuacji życiowej emeryta. emerytura w obniżonym wieku z tytułu pracy górniczej; emerytura nauczycielska bez względu na wiek; Górnicy mogą uzyskać emeryturę nawet po 25 latach pracy, niezależnie od chodzi o przywrÓcenie nauczycielom emerytury po 30 latach pracy nie patrzĄc na wiek teraz tylko powinno byĆ przywrÓcenie nauczycielom takiej emerytury po 30 latach pracy nie patrzĄc na wiek – wszyscy jak jeden gdy bĘdĄ wybory na prezydenta 10 maja poprzemy pana tylko pana nikogo wiĘcej tylko prosimy wprowadziĆ to w Życie przed Emerytura policyjna osób, które wstąpiły do służby po 2013 roku następuje po 25 latach pracy i wynosi 60% średniej pensji wyliczonej z 10 kolejnych wybranych przez funkcjonariusza lat. Może wybrać on dowolny okres spośród 25 lat pracy. Drugą opcją jest przyjęcie za podstawę średniej z 10 ostatnich lat pracy poprzedzających rok nonton film miracle in cell no 7 sub indo drakorindo. Na pewno chcemy zlikwidować emerytury groszowe. Nie będzie już świadczeń za 4 gr. One kompromitują państwo i podnoszą koszty administracyjne systemu – mówi DGP minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska. Elżbieta Rafalska; fot. P. Tracz / KPRM / Domena Publiczna W tym roku waloryzacja emerytur i rent będzie niska i wyniesie 0,44 proc., choć większość emerytów i rencistów obejmie minimalna gwarantowana podwyżka w wysokości 10 zł. Jaka będzie waloryzacja w kolejnych latach? Nie planujemy na razie żadnych zmian. Najniższe świadczenia podwyższyliśmy do tysiąca złotych, więc osoby je pobierające zostały zabezpieczone lepiej niż w poprzednich latach. W kolejnych nie będziemy już ich podnosić skokowo. Zostanie za to mechanizm minimalnej gwarantowanej podwyżki o 10 zł. Oczywiście chcielibyśmy mieć dokładniejsze prognozy dotyczące wysokości waloryzacji, ale szacując koszty waloryzacji, opieramy się na ogólnych prognozach ekonomicznych. Potem weryfikuje je GUS. Co zostanie wdrożone z propozycji przyjętych w przeglądzie emerytalnym, któremu teraz przygląda się Sejm? Na pewno chcemy zlikwidować emerytury groszowe. Nie będzie już świadczeń za cztery grosze. One kompromitują państwo i podnoszą koszty administracyjne systemu. To naraża nas na śmieszność, a dodatkowo pozwala na nabywanie prawa do innych świadczeń. Dlatego trzeba wprowadzić kryteria, po których spełnieniu wypłata zebranej składki będzie miała charakter comiesięcznego dożywotniego świadczenia. Jakie? Nie przesądzamy jeszcze, ale wstępnie to minimum pięcioletni staż pracy i osiągnięcie co najmniej jednej trzeciej składki pozwalającej na przyznanie emerytury minimalnej. A jeśli ktoś ich nie spełni, to co z jego składką? Zapewne otrzyma ją w formie jednorazowej wypłaty po osiągnięciu wieku emerytalnego. Może zostanie zaproponowana inna formuła, ale nad tym będziemy się zastanawiać. Kolejna zmiana, jaką chcemy wprowadzić, jest taka, że po osiągnięciu wieku emerytalnego nie będzie mogła być przyznana renta z tytułu niezdolności do pracy. Będzie jeden wyjątek – renty będące wynikiem wypadku w pracy. Mają szanse na wejście w życie pomysły na ograniczenie łączenia emerytury z pracą? Nie. Tu nasze stanowisko jest jasne. Taki pomysł nie pojawia się już nawet w innych resortach. Emerytury są niewysokie, część osób chce dorabiać. Sytuacja na rynku pracy na to pozwala. Dlatego nie będziemy wprowadzać żadnych ograniczeń. Czy w takim razie resort będzie szukał możliwości zachęcania do dłuższej pracy? Na pewno potrzebna jest szeroka akcja informacyjna, żeby ludzie – podejmując decyzję o przejściu na emeryturę – mieli pełną świadomość, jakie świadczenie dostaliby, pracując dłużej. Naszym celem jest podniesienie wiedzy na temat zabezpieczenia na starość nie tylko wśród osób, które są tuż przed osiągnięciem wieku emerytalnego, ale także wśród najmłodszych, zaczynających pracę. ZUS wprowadzi kalkulator, który pokaże, o ile wyższą emeryturę dostaniemy, pracując dłużej. Tylko cały czas pamiętamy, że przejście na emeryturę to kwestia wyboru. Ta decyzja zależy i od sytuacji rodzinnej, i stanu zdrowia. Ostatnio proponowałam pewnej osobie zostanie wiceministrem i usłyszałam, że teraz jest czas jej córki, która wkrótce będzie miała dziecko i której trzeba pomóc. Z kolei osoby schorowane mogą kalkulować: co z tego, że wypracuję emeryturę o 100 zł wyższą, skoro 200 zł będę musiała wydać na leki. Także dajemy prawo wyboru, ale chcemy, by było ono podbudowane konkretną wiedzą. Minister Mateusz Morawiecki wspomina o możliwych materialnych zachętach do dłuższej pracy, np. wyższej waloryzacji po osiągnieciu wieku emerytalnego. To wchodzi w grę? Jeśli pan wicepremier znajdzie na ten cel pieniądze, to nie będę protestować. Podpiszę się pod taką inicjatywą. Na razie trzymamy się tego, co mamy, bo musimy zbilansować wypłatę świadczeń i wpływ składki. Jakie jeszcze propozycje z przeglądu emerytalnego wejdą w życie? Rozszerzenie oskładkowania o umowy o dzieło? Faktycznie jest tam mowa o wprowadzeniu kumulacji tytułów ubezpieczeniowych, czyli objęciu ochroną i składką ubezpieczeniową wszystkich osób aktywnych na rynku pracy. Uważnie monitorujemy, co się dzieje na rynku po wprowadzeniu godzinowej stawki minimalnej 13 zł na umowy-zlecenia. Pierwsze informacje są szalenie niepokojące. Są podpisywane umowy zawierające kary, które pozwalają obniżyć wynagrodzenia, lub następuje innego rodzaju szukanie luk w prawie. Mamy do czynienia z próbami kombinowania, co zrobić, by płacić ludziom ponownie po 5 zł. Na razie nie chcemy generalizować i wyciągać wniosków po miesiącu, ale jeśli skokowo wzrośnie liczba umów o dzieło, nie cofniemy się przed bardziej radykalnymi rozwiązaniami. Bo już obecnie skala stosowania tego typu umów jest na tyle wysoka, że nie może być akceptowana. W żadnym innym kraju unijnym nie ma takiego problemu jak u nas. Myślę, że takiego rozwiązania oczekują też uczciwi pracodawcy, którzy muszą konkurować z nieuczciwymi mającymi niższe koszty pracy. Czyli ozusowanie umów o dzieło to realny wariant? Tak, o ile te negatywne zjawiska nie ustąpią. To moje stanowisko, nie stanowisko rządu, ale nie dopuścimy do tego, by trwała zabawa w kotka i myszkę i by prawo było obchodzone. Gdyby doszło do takiego kroku, umowy zostałyby obłożone pełną składką czy tylko składką emerytalną? Podkreślam – nie trwają żadne prace nad tym pomysłem. Liczyliśmy, że ten problem zostanie uporządkowany po wprowadzeniu jednolitej daniny. Decyzja o wycofaniu się z tego pomysłu zapadła pod koniec roku. Ale trwają prace Komisji Kodyfikacyjnej i w ich trakcie można szukać takiego rozwiązania. To istotne nie tylko z punktu widzenia nadużyć dotyczących słabo wynagradzanych pracowników. Mamy także przypadki osób, które zarabiają na umowach o dzieło bardzo dobrze przez całe życie, ale potem przechodzą na emeryturę i zaczyna się dramat, bo składka nie była odprowadzana, więc emerytura jest niska. Potem jest epatowanie tymi świadczeniami, opowiadanie, jakie państwo jest złe. Trzeba myśleć o tym, by to zmienić. Sytuacja na rynku pracy jest bardzo dobra. Widzi pani jakieś wyzwania? Są całe enklawy, gdzie czas się zatrzymał i bezrobocie jest dwucyfrowe. To nie sytuacja, jak w Warszawie czy Poznaniu, gdzie bezrobocia praktycznie nie ma. Moją ambicją jest zaktywizowanie osób, które nie pracują po kilka lat. Może to marzycielskie, bo ich powrót na rynek pracy jest bardzo trudny. Słyszymy od pracodawców, że często w powiatach, gdzie bezrobocie jest dwucyfrowe, nie można znaleźć ludzi do pracy. To z jednej strony kwestia przeorganizowania pracy służb zatrudnienia, do czego się szykujemy. Jest problem osób, które mogą mieć kłopoty z samooceną, być w depresji czy bać się powrotu do pracy po długiej przerwie. Dlatego ważna jest praca z tymi osobami. Z drugiej strony prawdą jest, że wielu z tych ludzi nie interesuje praca, ale jedynie to, żeby państwo opłacało za nich składkę zdrowotną. Po reformie zdrowotnej sytuacja się uporządkuje, bo wypadną ze statystyk. U nas nie ma problemu osób żyjących stale z zasiłku dla bezrobotnych, bo jest on zbyt niski i jest wypłacany na zbyt krótki okres. Proszę zwrócić uwagę, że my cały czas należymy do najbardziej pracowitych narodów Europy i wydajność pracy nadal rośnie. Ale mamy pewien paradoks. Sytuacja na rynku pracy jest coraz lepsza, a wydatki na różne formy walki z bezrobociem rosną. Stawiamy sobie ambitne cele. Aktywizowanie osób długotrwale bezrobotnych. Aktywizowanie osób młodych, dlatego kontynuujemy program Praca dla młodych. Kolejna część działań to zatrudnienie osób niepełnosprawnych, ale też pomoc w powrocie na rynek pracy opiekunów niepełnosprawnych czy wsparcie zatrudnienia wychowanków domów dziecka. Musimy mieć całą paletę działań adresowanych do różnych grup. Mamy ewidentny wzrost liczby urodzeń rok do roku. To pani zdaniem efekt 500 plus? Między innymi. Nie można upraszczać i mówić, że w Polsce rodzą się dzieci, bo pojawiło się 500 plus. Jestem jednak przekonana, że prowadzenie tak przyjaznej polityki rodzinnej, okazywanie, że dostrzegamy trud związany z wychowaniem dzieci, i istotne wsparcie finansowe mają swój udział w decyzjach dotyczących dzietności. Ale wpływ na to ma także dobra sytuacja na rynku pracy. Nie jestem pyszna ani zarozumiała, ale mamy do czynienia ze skokowym wzrostem w końcówce roku, czyli decyzje były podejmowane na początku roku, gdy ustawa była uchwalona. Poważną barierą przed posiadaniem dzieci była obawa przed pogorszeniem materialnego statusu rodziny. Jeśli mamy dobrą sytuację na rynku pracy i dajemy świadczenie na dziecko do 18. roku życia, to ludzie potrafią liczyć. Są sceptycy, którzy twierdzą, że ten trend się nie utrzyma, ale ja jestem gotowa się założyć, że nadal będzie się rodzić więcej dzieci. Co dalej z 500 plus? Mamy przegląd, możliwe są jakieś zmiany? Zatkanie luk? Żadnych ważnych zmian, jak zmiany kryterium przyznawania świadczenia na pierwsze dziecko czy wysokości świadczenia, nie planujemy. Pogram jest skalkulowany na 2017 r. według obwiązującej ustawy. Na pewno przyglądamy się zjawisku utraty dochodów, bo takich przypadków jest zgłaszanych więcej, niż było to wcześniej. Czyli jest podejrzenie, że pracownicy dogadują się z pracodawcami, zwalniają z pracy i zatrudniają ponownie z niższą pensją, by dostać 500 plus na pierwsze dziecko. Chcemy sprawdzić, czy faktycznie takie zjawisko się nasila. Jeśli tak, to zmienimy prawo, bo nie będziemy tolerować takiej sytuacji. Pracodawca powinien płacić tyle, ile się należy. Takie sztuczne zmniejszanie wynagrodzenia to wykorzystywanie rozwiązań ustawowych. Pojawia się postulat wprowadzenia do 500 plus mechanizmu złotówka za złotówkę. To możliwe? Wówczas z 500 plus zrobilibyśmy np. 20 plus. Czyli powstałby program 500 minus. To byłoby sprzeczne z celami, jakie sobie postawiliśmy. Ani nie byłoby to znaczącą pomocą, bo co to za pomoc te 20 zł. Ani nie byłoby zachętą do rodzenia dzieci. Warto pamiętać, że dotychczasowy system obowiązywał 12 lat i poprzednia ekipa wprowadziła zasadę złotówka za złotówkę w końcówce swoich rządów. To rozwiązanie zadziałało już po zmianie władzy. Przez 12 lat żaden sąd administracyjny nie zlitował się nad setkami rodzin, które wówczas wypadły z systemu świadczeń rodzinnych. Dziś przy tak dużym wsparciu, jakiego nie było przez całą transformację, pojawiają się głosy, że brak takiego rozwiązania to dyskryminacja. Ale przecież kryteria dochodowe bez tej zasady są stosowane powszechnie w pomocy społecznej – przy świadczeniach alimentacyjnych itp. Zawsze musi być ustalona jakaś granica przyznania świadczenia. Pamiętajmy, że pierwotnym założeniem świadczenia wychowawczego było zachęcenie do urodzenia drugiego dziecka i kolejnych, jak we Francji. Dopiero potem został dodany składnik socjalny, czyli także w przypadku biedniejszych rodzin świadczenie na pierwsze dziecko. Przecież te rodziny otrzymują także inne wsparcie. Pisaliśmy, że przy okazji 500 plus pojawiało się zjawisko dezaktywizacji części matek. Tych o najniższych dochodach, dla których pokusa zamiany pracy na świadczenie jest decyzją racjonalną. Pani minister przyznaje, że to zjawisko występuje? 24 tys. zdezaktywizowanych kobiet to niewiele wobec ponad 2 mln pozostałych matek. Odsyłam do raportu NBP, który twierdzi, że przyczyną bierności jest też opieka nad starszymi członkami rodziny. Rozmawiajmy na podstawie pełnego obrazu. Zwracam uwagę na badania CBOS. Tam 4 proc. badanych powiedziało, że świadczenie pozwala im wysłać dzieci do żłobka, a kolejne 5 proc., że 500 plus daje im szansę na powrót do pracy. Nikt nie powiedział, że przez 500 plus nie chce pracować. Więc rozmawiajmy spokojnie, bez utrwalania obrazu, że 500 plus dezaktywizuje setki tysięcy kobiet. Dla mnie nie ma problemu, jeśli matka czwórki czy piątki dzieci, która zarabiała mało, podejmuje decyzję o krótkiej dezaktywizacji, dzięki której nie bierze zwolnień na dzieci i nie korzysta z opieki żłobkowej, bo sama im zapewnia najlepszą opiekę. Pisaliśmy, że takie decyzje z punktu widzenia matek są racjonalne i to nie problem. Tylko pytanie, co będzie, jeśli kobiety zostaną w domu trzy, cztery lata, a potem będą chciały wrócić na rynek pracy i okaże się, że mają z tym problem. Oczywiście. Dlatego powinny być stosowane różne mechanizmy wsparcia ich aktywizacji i pomocy w powrocie na rynek pracy, o ile nie mogą wrócić do miejsca, w którym pracowały poprzednio. Choć moim zdaniem za kilka lat będziemy mieli inne zjawisko. Kobiety nie będą chciały siedzieć w domu. Już dziś widać, że są młode, wykształcone i chcą pracować. Tylko przy takich dyskusjach irytuje mnie, że dyskutuje się o dezaktywizacji kobiet, a nie pojawia się temat dezaktywizacji mężczyzn. U kobiet to często kwestia łączenia obowiązków w różnych sferach życia, ale jest mnóstwo facetów, którym się nie chce pracować. Opisywaliśmy w naszej gazecie ciemną stronę pracy Ukraińców w Polsce – ich wyzysk. Czy pani dostrzega taki problem? To jest skandaliczne. Skandaliczne, nie do zaakceptowania i jest mi po prostu wstyd. Wstyd, że w Polsce, gdzie po naszych doświadczeniach z patologiami w pracy na Zachodzie, są osoby, które tak traktują imigrantów z Ukrainy. Będziemy się starali przez Państwową Inspekcję Pracy i wykorzystanie prawnych możliwości likwidować takie patologie. Przy okazji jest pytanie do pracodawców. Zwracaliśmy uwagę na różne nadużycia, nieodprowadzenie składek na ubezpieczenia społeczne. Mówiono wówczas o konkurencyjności. Ale to, co widzimy, to rodzaj nowoczesnego niewolnictwa. Nie do zaakceptowania. A czy pani zdaniem potrzebne są jakieś nowe instrumenty? Na razie możemy się domyślać, jaka jest skala tego zjawiska. Trzeba to zbadać i się nad tym zastanowić. Kilka lat temu mieliśmy inny rynek pracy. Pracodawca mówił: „Na pana miejsce jest dwóch, trzech chętnych do pracy”. Dziś mówią: „Na pana miejsce są chętni Ukraińcy”. Chciałabym, by ci ludzie byli traktowani jak normalni pracownicy i wynagradzani jak oni. To wynika z prawa. Wychodzą na jaw ciemne strony naszego rynku pracy. Dziś to zaczyna przeszkadzać przedsiębiorcom? Bardzo się cieszę, że pan Mordasewicz mówi, że to uderza w uczciwych przedsiębiorców. To zjawisko trzeba nazywać wprost. To zwykłe złodziejstwo. To jak wyłudzanie VAT. Nazywajmy rzeczy po imieniu. Dlatego nie dziwię się ministrowi Ziobrze, że radykalnie zaostrza kary w takich przypadkach. ⒸⓅ Rozmawiali Grzegorz Osiecki i Marek Chądzyński Wczoraj, już po autoryzacji rozmowy, minister Elżbieta Rafalska odniosła się publicznie do cytowanych przez DGP słów swojego zastępcy Marcina Zielenieckiego, z których wynikało, że ZUS nie odda składek, jeśli emeryt nie udowodni, że opłacał je przez co najmniej 15 lat. – Na pewno nie było takiego zamiaru, żeby czyjeś środki, które były odkładane, zostały przywłaszczone przez system. To był głos w dyskusji, że potrzebne w Polsce jest wprowadzenie minimalnego progu stażowego, który pozwoliłby na obliczenie tego świadczenia – stwierdziła Rafalska. >>> Polecamy: Tak będzie wyglądała struktura nowej sieci szkół w stolicy Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL Kup licencję Musimy coraz dłużej pracować, aby przejść na emeryturę. Ten trend utrzymuje się w niemal całej Unii Europejskiej. Zobacz, ile lat pracuje się w Europie przed przejściem na zatrudnienia dzielący nas od przejścia na emeryturę wydłuża się, a Polacy mają stosunkowo niewiele lat do przepracowania, w porównaniu z innymi, europejskimi krajami. W 2019 r. osoby od 15. roku życia wzwyż musiały przepracować blisko 36 lat (35,9), aby przejść na emeryturę – wynika z danych Eurostatu. Tyle lat pracy czeka nas w Unii Europejskiej. Dla porównania, w 2018 r. w UE trzeba było pracować o 0,2 roku krócej, a w 2000 r. – o 3,6 roku pracują dłużej przed emeryturąW Unii Europejskiej najdłuższa praca czeka Szwedów (42 lata), Holendrów (41 lat) i Duńczyków (40 lat). Długo będą pracować Niemcy (niewiele ponad 39 lat) i Estończycy (39 lat). Zdecydowania najkrócej na unijnym rynku pracy pozostaną mieszkańcy cieplejszych krajów – Włosi (32 lata), Chorwaci (32,5 roku) i Grecy (33,2 roku). Na tle tych krajów odznacza się Cypr, gdzie pracownicy mają do przepracowania 37,5 ciekawe, Polska wraz z Belgią plasuje się tuż za Włochami, Chorwatami i Grekami. Przewidywany czas pracy do emerytury w naszym kraju wynosi 33,6 roku. 10 pytań na rozmowie kwalifikacyjnej. Omawiamy krok po kroku... Pod względem liczby lat do przepracowania krajom nadbałtyckim najbliżej jest do Europy Zachodniej. Oprócz wspomnianej już Estonii (39 lat pracy) pracownicy na Litwie i Łotwie w 2019 r. musieli pracować na emeryturę odpowiednio: 37,1 oraz 36,8 roku. Najdłużej pracują przed emeryturą IslandczycyJeszcze większe skrajności można zaobserwować w krajach, które nie należą do Unii Europejskiej. W Turcji przed emeryturą wystarczy pracować niewiele ponad 29 lat (29,3 roku), podczas gdy Islandczycy mają do przepracowania blisko 46 lat (45,8 roku).W porównaniu z rokiem 2000, w 2019 r. oczekiwany czas pracy przed emeryturą w państwach członkowskich wzrósł. W ciągu dekady Maltańczykom przybyło do przepracowania 7,6 roku, Węgrom – 6,9 roku, a Estończykom – 5,5 roku. Najmniej statystyki poszły w górę w Danii (o 1,7 roku) i w Grecji (o 1,8 roku), a w Rumunii nawet spadły (o 2,2 roku).Analizując długość lat, jaką przyjdzie nam przepracować, żeby przejść na emeryturę, możemy podzielić poszczególne kraje z unii na 5 grup. W pierwszej z nich znalazłyby się kraje, gdzie wystarczy pracować niecałe 33 lata, w drugiej grupie – kraje ze średnią długością zatrudnienia od 33 do niecałych 35 lat, w trzeciej grupie – kraje, gdzie pracuje się od 35 do blisko 38 lat, w czwartej grupie kraje, gdzie aktywność zawodową zachowuje się od 38 do prawie 40 lat i wreszcie w piątej grupie pechowcy pracujący przed emeryturą powyżej 40 długo pracujemy przed emeryturą?Niecałe 33 lata pracy do emerytury: Włochy, Chorwacja, Czarnogóra, Macedonia i Turcja Od 33 do mniej niż 35 lat pracy do emerytury: Grecja, Belgia, Polska, Rumunia, Luksemburg, Bułgaria, Słowacja, Węgry i Serbia Od 35 do mniej niż 38 lat pracy do emerytury: Hiszpania, Francja, Słowenia, Czechy, Malta, Łotwa, Litwa, Irlandia, Cypr i Austria Od 38 do mniej niż 40 lat pracy do emerytury: Portugalia, Finlandia, Estonia, Niemcy, Wielka Brytania i Norwegia Powyżej 40 lat pracy do emerytury: Dnia, Holandia, Szwecja, Szwajcaria i Islandia Kobiety szybciej przechodzą na emeryturęPrzeciętny mężczyzna pracuje prawie o 5 lat dłużej niż kobieta (o 4,9 roku dłużej w 2019 r.). W UE miał do przepracowania średnio 38,3 roku przed przejściem na emeryturę podczas gdy przeciętna kobieta pracowała 33,4 roku. Co ciekawe, w 2000 r. mężczyźni pracowali o ponad 7 lat dłużej niż kobiety (7,1 roku). W 2019 r. mężczyźni zachowali dłuższą aktywność na rynku pracy niż kobiety we wszystkich krajach badanych przez Eurostat z wyjątkiem Litwy i Łotwy. Na Łotwie kobiety pracowały przed emeryturą tyle samo czasu co mężczyźni podczas gdy na Litwie przechodziły na emeryturę o 0,8 roku później niż mężczyźni. 10 skutecznych metod poszukiwania pracy. Postępuj tak, a rek... Na Malcie, która uchodzi za katolicki i konserwatywny kraj, mężczyźni zwlekają z przejściem na emeryturę ponad 9 lat dłużej niż kobiety (9,3 roku). We Włoszech luka płciowa (ang. gender gap) wynosi 9,1 roku. Jeszcze większe dysproporcje można zaobserwować w dwóch krajach, które dopiero ubiegają się o przystąpienie w Unii Europejskiej – w Macedonii i Turcji. Macedończycy pracują o 10,4 roku dłużej niż Macedonki, a w Turcji luka płciowa wynosi blisko 20 lat (19,9 roku).

emerytura we francji po 5 latach pracy